Gdzie?

No i gdzie żeś jest?! Czy leziesz znów,
Upić się na całość, tam za róg?!
Czy udajesz – jak labirynt snów,
Że poprawisz się, że będzie „good”?

Ciebie nie ma, choć Twe miejsce jest tu.
Obietnic Twych – już nikt nie pamięta.
Bo je można liczyć, nawet do stu.
I cudem jest, jak zawitasz od święta!

Czas mija, próbuję piąć się w górę,
Lecz co chwila w dół się toczę.
Jak Syzyfowa praca gdy Ciebie brakuje,
Jest wszystko w koło – mimo to walczę.

Tak bardzo staram się od tylu lat,
Uczę się, pracuję – daję z siebie wszystko.
A tu nic. Najmniejszej wdzięczności brak.
Czy musiałem upaść aż tak nisko?

Carpe diem – mówili mi – skocz tu, skocz tam.
To nic złego odłożyć na bok ten ból i złość.
Co mi po tym teraz, gdy jestem tu sam,
Z kim dzielić mam momentu radość?

Wszystkie me chwile zdają się wieczną grą,
Nie mogę mych uczuć już trzymać skrycie.
Powiedz mi proszę wreszcie. Wyduś to!
Gdzie żeś jest. Ty!…
…me Życie…

Wiersz napisany do czasopisma Patos.